Vincored
Lubię wino. Piję sporo czerwonego wina. Sami robimy z żoną wino z winogron, które uchodzi wśród krewnych i znajomych za niezłe. Myślę, że musi nie być złe, skoro wiele osób przychodzi do nas, bo "lubi sobie chlapnąć". Cieszy nas to. Z drugiej strony, czy piję wino tylko dla przyjemności? Nie! Piję nie tylko dla przyjemności. Piję z wyrachowania. Odcinam kupony dywidendy mojej medycznej wiedzy. Naczytałem się mnóstwo. Wiem sporo o winach, związkach w nich zawartych- ich roli i znaczeniu dla zdrowia. Mało tego! Od lat, na codzień zajmuję się wraz ze współpracownikami nie tyle winem ( w pracy pić nie tylko nie wolno, ale i nie wypada), co zmiataczami wolnych rodników, reaktywnych form tlenu i innymi związkami, bez aktywności których, wytwarzające się stale w naszym organizmie szkodliwe rodniki doprowadziły by nas do ciężkiej choroby. Jeśli więc piszę o winie, a zwłaszcza o jego składnikach, to śmiem twierdzić, że znam się na tym.
Czemu ja mogę pić wino, a inni go nie lubią, albo nie mogą, bo po winie czują się źle? Mają pecha. Matka Przyroda nie obdarzyła ich zdolnością wytwarzania funkcjonalnych form pewnego enzymu. Ich organizm nie umie sprawnie pozbywać się pierwszego metabolitu alkoholu etylowego, jakim jest aldehyd octowy. Nie przerobiony i chwilowo nie wydalony aldehyd wywołuje szereg reakcji, które dają w następstwie stan złego samopoczucia. Powiem więcej. Aldehyd octowy to czynnik rakotwórczy. Kto więc źle toleruje alkohol, niech broń Boże nie pije, nawet wina.
Wielka szkoda, że człowiek, który nie pije wina tym samym nie dostarcza do organizmu tych związków, dla których wino jest tak polecane. Nie wprowadzi do organizmu ani resweratrolu, ani polifenoli, ani flawonoidów, ani wielu innych ziązków, które zmiatają wolne rodniki hamując (czasami ogromnie skutecznie) rozwój miażdżycy, procesów zapalnych, neurodegeneracyjnych, reumatoidalnego zapalenia stawów, czy niektórych chorób nowotworowych. Wielka szkoda! Znaczne przedłużenie życia, niższa zapadalność na choroby krążeniowe Francuzów pijących sporo wina, chociaż jedzących zbyt tłusto nazwano " francuskim paradoksem". Teraz już prawie każdy o nim słyszał, ale nie może iść w ślady Francuzów..., bo nie toleruje alkoholu. Do niedawna to była kompletna klapa.
Pomysłowość ludzka nie zna jednak granic. Pomny na kłopoty sporej części ludzkości (zwłaszcza rasy żółtej) wynikające z upośledzonego katabolizmu aldehydu octowego opracowano technologię wyciągów z czerwonych winogron, zawierający wszystkie aktywne składniki czerwonego wina o tak cennych właściwościach, ale bez alkoholu. Teraz więc każdy może w aptece, czy sklepie zielarskim kupić preparat pod nazwą VINCORED. Zażywając go, można mieć pewność, że przysługujemy się naszemu organizmowi wzmagając jego potencjał walki z wolnymi rodnikami i reaktywnymi postaciami tlenu, nie trując go równocześnie aldehydem octowym.
Zawiłe są drogi rozwoju naszej cywilizacji. Nie mam pewności, czy aby któregoś dnia, zamiast pić wino zawierające alkohol, który wcale mi nie jest potrzebny, nie kupię sobie opakowania Vincoredu. A już na pewno mam dobry pomysł na prezent dla niektórych naszych krewnych. Dotychczas na imieniny kupowaliśmy im zestaw witamin. W tym roku na imieniny zaniesiemy ze dwa opakowania Vincoredu. Będzie jakaś odmiana, a ja będę miał okazję wreszcie się wygadać o zaletach tego preparatu. Wypaplałem więc Państwu niechcący, że na liście wielu moich wad, poczesne miejsce zajmuje....gadulstwo.
dr hab. med. Marek Stępniewski
Prof. nadzwyczajny UJ

